wtorek, 12 lipca 2016

CHEAT MEAL - DLACZEGO NIE ?



Cześć !


Kolejnym z pytań, jakie dosyć często mi zadajecie jest: "Co ile masz cheata? Co jesz na cheata? Jesz zamiast posiłku czy dodatkowo?" I powiem Wam, że... nie ma u mnie takiego czegoś jak "cheat meal".



Zapewne każdy z Was wie, czym jest cheat meal - oszukany posiłek - coś, co wykracza poza schematy naszej codziennej diety.

Większość ludzi raz na tydzień/dwa tygodnie/miesiąc ma w swojej diecie coś innego. Coś "zakazanego", np. pizza, lody, batony, żelki, słodycze, fast foody itd. Już samo to, że jest "zakazane", sprawia, że to coś staje się 100 razy bardziej kuszące. Czyż nie?
Dobrze, jeżeli to właśnie takie posiłki, jak wymieniłam wyżej, są uznawane za cheat meal. Gorzej - jak uważamy, że obiad u mamy jest cheatem i musimy na niego jeść "czysto" przez miesiąc, żeby zasłużyć... Kurde czy ta mama albo babcia jakąś truciznę chcą Wam dosypać czy co?!

Wyobraźcie sobie, że macie męża/żonę i dzieci. Rodzina chce wyjść na lody i spacer. A Wy powiecie stanowczo, że nie, bo nie mam dziś cheat meal! I albo zostaniecie  i cała rodzina będzie siedzieć w domu, albo pójdziecie a Ty będziesz miał/a zły humor, bo pijesz wodę, zamiast zjeść z rodziną lody.

Jestem zdania, że jeżeli ma się na coś ochotę, bądź jest jakieś spotkanie rodzinne/towarzyskie - nie należy sobie wszystkiego odmawiać. Nie mówię tutaj o tym, żeby od razu rzucać się na wszystko. Ale naprawdę kawałek ciasta czy lody raz na czas nie sprawią, że wszystkie nasze efekty znikną!

Jestem osobą (i wiem, że wielu z Was tak samo miałoby), która gdyby miała np. cheat meal raz na dwa tygodnie - to zjadłaby niewyobrażalnie dużo! No bo przecież kolejny dopiero za dwa tygodnie! Muszę najeść się na zapas, tak żeby aż mieć dość przez dwa tygodnie! Czy takie podejście jest normalne? Moim zdaniem nie. Nie potrafiłabym tak żyć. Może żyć tak, ale cieszyć się z życia? Życie mamy jedno, to ma być przyjemność, a nie wieczne ograniczenia! Jeżeli prowadzicie aktywny tryb życia, to jeden czy dwa lody raz na czas naprawdę nie zabiją Was!

Osobnym tematem są też osoby z zaburzeniami odżywiania. Czy myślicie, że takie osoby poprzestaną na jednej czekoladzie czy jednym lodzie? Mówię Wam z własnego doświadczenia, że NIE.
Nie lubię czuć ograniczenia, nawet jeżeli chodzi o jedzenie. Takiego ograniczenia, że "zjem milke dziś, ale następna dopiero za dwa tygodnie, a przez ten czas ani jednej kostki!". Wolę sobie zjeść dwie kostki, jeżeli mam taką ochotę, ale mieć tę myśl, że jutro czy za dwa albo trzy dni, jak znowu będę miała taką chęć, to mogę zjeść! I nie mam wtedy myśli typu "kurde, znowu zawaliłam, cheat miał być dopiero za X dni, a ja znowu nie wytrzymałam... jestem do bani". Czy to nie jest dołujące?

A już jak widzę zdjęcia, że ktoś je zwykłego schabowego z ziemniakami i surówką czy bułkę z masłem i szynką i traktuje to jak cheat meal, to aż mnie ściska. Przecież kiedyś jadło się tak codziennie! To była norma. Czy oszukiwaliśmy siebie każdego dnia i na każdy posiłek? Wiem, że teraz więcej wiemy na temat żywienia, ale bez przesady! I tak na każdym kroku producenci żywności nas oszukują :P.

Wszystko co tutaj napisałam to tylko i wyłącznie moje zdanie, jednak z chęcią poznam Wasze w komentarzach :). Nie mówię oczywiście o osobach, które przygotowują się do zawodów, mówię o zwykłych szarych ludziach, jak ja :). Z chęcią przeczytam co Wy uważacie za cheat meal i czy w ogóle jest u Was coś takiego!

Ściskam mocno,
Patrycja


14 komentarzy:

  1. Jak dla mnie masz słuszność. :)
    Moim zdaniem jeżeli do wszystkiego będziemy podchodzić z głową to wszystko będzie Oki. Trzeba po prostu wsłuchać się w siebie i żyć zgodnie ze swoimi potrzebami i pragnieniami, w końcu mamy tylko 1 życie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie i trzeba z niego korzystać ile wlezie :)

      Usuń
  2. W końcu jakieś normalne i ZDROWE podejście! Brawo kochana,jestem tego samego zdania, a kluczem do sukcesu jest umiar :) wszystko jest dla ludzi,trzeba się nauczyć z tego korzystać. Sama miałam taką obsesję na punkcie cheatow, teraz jem prawie codziennie coś małego nie zdrowego/słodkiego i kurcze żyje haha. Polecam, spokojna psychika to dopiero prawdziwe szczęście. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się - umiar to klucz do sukcesu! :)

      Usuń
  3. Daje do myślenia... chyba zmienię swoje nastawienie do tego tematu bo to co tu napisałaś sprawdzało się u mnie do tej pory. Dzięki za mądre słowa pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miły komentarz:*

      Usuń
  4. Ja jestem na diecie od 2 miesiecy cwicze dziennie na orbitreku i jestem aktywna mama 2 latki. Mam pare kg na biodrach jeszcze sprzed ciazy i jakos nie mam wyrzutow sumienia kiedy corka ciagnie mnie do lodziarni. No kurcze to ja mam diete nie dziecko jej nie zaluje. Kiedy i mnie najdzie na cos slodkiego to sorry ja to jem! Wszystko dla ludzi i z glowa. Nie zjem calej tabliczki czekolady ale raz na jakis czas paseczek pewnie czemu nie. Na poczatku mialam wyrzuty sumienia tak jak piszesz ze ojej jestem do bani. Ale widze ze zameczanie sie nie jest dobre i mija sie z celem bo by byc fit i sexi nalezy byc najpierw szczesliwym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super podejście. Są w życiu sprawy ważne i ważniejsze. Rodzina zawsze na pierwszym miejscu!

      Usuń
  5. Zgadzam się z Tobą w 1000000% :) To chore żeby wybierać dni kiedy chce się coś zjeść a kiedy nie, co zjeść a co nie.. Cierpi na tym życie rodzinne... Absolutnie wszystko co napisałaś to szczera prawda. Chciałabym by wszyscy sie wyleczyli z tej obsesji.. Ponieważ wiem do czego to prowadzi

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam dokładnie takie samo zdanie: co prawda nie udałoby mi się zjeść 2 kostek czekolady i na tym poprzestać, bo co z resztą? a nigdy nie trzymam słodyczy w domu -> nie dlatego, żeby nie kusiły, po prostu u mnie w domu nigdy nie było takiego zwyczaju, więc nie mam skąd go "znać". I absolutnie się zgadzam: życie nie może być ciągłym ograniczaniem się, a sytuacja z lodami to przykład idealny na unieszczęśliwianie się dietą. W tym Chodakowska ma rację: jedzenie ma nam smakować, cieszyć, żywić, leczyć, a nie unieszczęśliwiać. I rzeczywiscie, kiedyś jadłam absolutnie czysto, a później: lody, czekolada, 3bit, zagryzione jeszcze jakimś Belriso -> oby wpakować jak najwięcej. Szaleństwo. NEVER AGAIN :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie trzymam w domu słodyczy, ale mój chłopak tak :D Ale teraz już mnie to naprawdę nie rusza. Uwielbiam moje jedzenie! :)

      Usuń
  7. Hej, dopiero 1 raz wpadłam na Twojego bloga i juz mi sie podoba �� ja tez do tego całego fit zamieszania podchodzę z dystansem.. Jesli miałabym sie karać za zjedzone "świństwo " a nawet w zdrowych produktach kest troche tego to bym juz z nerwow chyba dawno leżała w grobie. Trzeba znać umiar ale przede wszystkim trEba chcieć radośnie zyc. Życie jest za krotkie na to zeby żałować czekolady �� Pozdrawiam i bede wracać ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam dokładnie takie zdanie jak Ty! Nie ma co się katować, lepiej zachować zdrowy umiar (-; pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń

Instagram @FIT_PATKA