wtorek, 19 lipca 2016

CHECK FORM? 100% ALBO NIC?



Cześć!

Nie planowałam takiego wpisu. Jest tego mnóstwo w internecie, ale coś mnie ku temu skłoniło. A raczej ktoś. Nie chcę przytaczać imienia i nazwiska, ani konta na instagramie, niech pozostanie to anonimowe. Niech będzie to Zosia.




Przez przypadek weszłam na profil pewnej dziewczyny. Dziewczyny, która przechodzi przez zaburzenia odżywiania. Zosia pod swoimi postami pisze, że nie umie normalnie żyć, nie umie jeść, nie wie jak i ile ma jeść, bo przez to całe "zdrowe odżywianie" pogubiła się we wszystkim. Jej dzienne spożycie kalorii oscyluje około 1000. Boi się jeść.

Pisze, że "rzygać" jej się chce tymi wszystkimi #checkform itd. Kiedy ma już lepszy humor, wchodząc na instagram i tak sobie go spieprzy. A czemu? Bo obserwuje milion NIEPOTRZEBNYCH  w jej życiu kont. Kont użytkowników, którzy przeżywają każdego batona/loda/pizze i kanapki z serem. Ludzi, którzy "za kare" robią 4 godziny dodatkowego kardio. Którzy po zjedzeniu ich tzw. "cheata" robią #checkform i wstawiają na insta zdjęcie mega płaskiego brzucha pisząc "ALE JESTEM ZALANA, JUTRO BĘDZIE MOC NA TRENINGU PO TAKIM CHEACIE". Dziwicie się Zosi? Ja nie.

Zosia pisze, że czuje się jak gó*wno, że jest nic nie warta, że jak może być fit i super, skoro nie wygląda jak te wszystkie fitlaski?! Uważa, że tylko wtedy, jak będzie tak wyglądać, będzie wartościowym człowiekiem!

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że takich kont jest coraz więcej! Ale nie tylko. Więcej jest również dziewczyn/kobiet, które popadają przez to w zaburzenia odżywiania/mają bardzo niską samoocenę! Czy nie uważacie, że to już robi się chore?

Często też pod takimi zdjęciami widnieje podpis "100% albo nic"... Serio? Motywuje Was takie coś? Bo mnie wręcz przeciwnie. To znaczy, że jak chociaż troszkę powinie nam się noga to znaczy, że jesteśmy zerem. To znaczy, że dzień stracony. Nie lepiej małymi krokami dążyć do celu? Cieszyć się z każdej dobrej rzeczy, którą dla siebie robimy? Nie lepiej doceniać, że walczymy i staramy się?

Może zauważyliście, ale na moim instagramie dosyć często pojawiały się zdjęcia brzucha. Teraz jest to sporadycznie. Nie chce i nie mam zamiaru wpędzać nikogo w taki stan. Mam brzuch jaki mam. Każdy ma inny - to normalne. Ale nawet już dodając takie zdjęcie - nie piszę czegoś w stylu: "Kurde, ale jestem gruba... znowu zjadłam 3 czekolady i mnie zalało..". Jak już to piszę, że jestem dumna, że osiągnęłam coś ciężką pracą! I nie płaczę jak jednego dnia jest bardziej płaski, a drugiego wydęty, wpływ ma na to mnóstwo czynników! Nie warto uzależniać swojego dobrego samopoczucia od tego czy mamy dwa centymetry mniej czy więcej w pasie!

Pamiętajcie, że to czy jesteście postrzegane i czujecie się atrakcyjne zależy tylko od Was! Nie musicie mieć najdroższych ciuchów, pięknego makijażu, zegarka na jednej ręce, a w drugiej trzymać iphone. Akceptujcie siebie, pokochajcie swoje ciała i dbajcie o nie! Komplementujcie się, dostrzegajcie swoje zalety, a nad wadami pracujcie, ale też je kochajcie! Tylko jak robisz coś z miłości, to ma to sens! Inaczej bardzo szybko to rzucisz.

A co do instagrama - radzę "oddobserwować" takie toksyczne profile. Sama muszę zrobić porządek w obserwowanych przeze mnie kontach. Czy nie możemy dzielić się tak radością z treningu, z pysznego jedzenia, z życia, z chwil spędzanych z bliskimi? Uwielbiam takie profile, sama taki prowadzę i staram się robić to jak najlepiej!

Dziewczynom, które mają taki problem jak Zosia, radzę też nie obserwować użytkowniczek, które przygotowują się do zawodów. To jest już trochę inny świat i osoba, która ma ww. problemy, może źle to odbierać. Nie chcę wypowiadać się na temat zawodów i całego przygotowania, bo się po prostu na tym nie znam. Wiem tylko, że ja nie dałabym rady. Sport i jedzenie to dla mnie radość, coś co robię dla zdrowia, mnóstwo endorfin i dobry humor. A nie coś, co robię na pokaz. Dlatego nie wchodzę głębiej w ten temat, bo mnie to nie interesuje.

I pamiętajcie, że życie mamy jedno! I jest ono zbyt krótkie, żeby się dołować tym, że nie wyglądasz jak dziewczyna z okładki! Nie martw się - ona też tak nie wygląda :)


Z chęcią przeczytam jakie Wy macie spojrzenie na to wszystko, o czym napisałam. Zapraszam do dyskusji :P

Ściskam,
Patrycja :) :*

19 komentarzy:

  1. to po 1 - jak ja lubię czytać Twoje posty!:D mam praktycznie takie same poglądy na poruszane przez Ciebie tematy i tylko mnie w nich utwierdzasz
    po 2 - cały ten fit światek zaczyna zakrawać już o paranoję... jakby całe życie toczyło się tylko wokół jedzenia (czysta micha na 100%, cheat meal to dzień pański, czcijmy go, aha), treningów i oglądania się w lustrze, czy aby nie przybył mi cm w brzuchu. okej, co kto lubi, ale osobiście, gdybym miała robić zdjęcie wszystkiemu, co jem, oglądać się w lustrze po każdym treningu, napinać i strzelać fotki, to chyba by mnie szlag trafił :D przecież robimy to wszystko dla siebie, to my mamy się czuć z tym dobrze, a nie udowadniać coś całemu światu. niekiedy odbieram to tak, jakby ktoś chciał się dowartościować wrzucając to na IG. tylko po co? można dostać 50 pochlebnych komentarzy, a i tak dopóki same się nie polubimy, to w 100% nie będziemy w to wierzyć:) aj, zboczyłam trochę z tematu! no i to prawda, do takich kont, jeśli już się je przegląda, trzeba mieć dużo dystansu, bo łatwo można się w tym wszystkim pogubić. tylko jak nastolatka, która ma problem z akceptacją siebie, dąży do szczuplejszej sylwetki, ma mieć do tego dystans?! a no zwykle o to ciężko, więc wpada w fit pułapkę i się robi nieciekawie ehhh

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku ujęłaś to idealnie, nic dodać nic ująć, bardzo mądry i przydatny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trafiłaś idealnie z tym tematem!masz w 100%rację!

    OdpowiedzUsuń
  4. Trafiłaś idealnie z tym tematem!masz w 100%rację!

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoje posty uczą mnie zdroworozsądkowego podejścia do tego "fitświata". Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję! <3 Bardzo się cieszę, że mogę komuś pomóc :)

      Usuń
  6. Mam problem Zosi...

    OdpowiedzUsuń
  7. ��������

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się spodobał :)

      Usuń
  9. Jejku, jak dobrze, że o tym piszesz! Dzięki za Twoje podejście do jedzenia, ostatnio mi pomogło:)

    Może też dodam coś od siebie i komuś to pomoże?

    Ja miałam takie załamanie 2 miesiące temu. Zaczęłam ćwiczyć jakieś 4 mc temu i od początku byłam strasznie szczęśliwa ze zmian jakie u siebie zauważałam. Siła, wygląd, samopoczucie. Ale później, przez IG, przestało mi to wystarczać. Moje mięśnie były za małe, kg było za dużo, zmiany za wolne. Zauważyłam, że najbardziej destrukcyjnie zaczęły wpływać na mnie konta, które sugerowały mi liczenie kalorii i makro i wszystkie dziewczyny sugerowały, że bez tego ani rusz. Więc zaczęłam - mimo, że oscylowałam w okolicach 2000 kcl, więc w ogóle nie nisko, dalej było coś nie tak.
    Wpadłam w na prawdę błędne koło. Licząc kalorie i makro przestałam jeść urozmaicone posiłki, jadłam więcej niezdrowych rzeczy bo się "mieszczą", a dodatkowo mój poziom samoakceptacji spadł a frustracja wzrosła do granic możliwości. Bo przecież liczę, czemu nic się nie zmienia?! Czemu nie zmienia się szybciej. Myślałam: to moja wina, coś robię nie tak, jestem gruba, beznadziejna i nic mi nie wychodzi. Co mogę zrobić lepiej, jak siebie poprawić?
    Myślałam, że oszaleję sama ze sobą! To był najgorszy psychicznie stan jakiego doświadczyłam kiedykolwiek. Bałam się jedzenia, byłam niezadowolona z siebie,ciągle myślałam o posiłkach i liczbach. Potrafiłam zjeść ser biały z olejem, bo pasował do makro. Jedyne co robiłam to czytałam o liczeniu i bilansowaniu diety. Nie mogłam zjeść posiłku bez wpisania go do aplikacji.

    W pewnym momencie powiedziałam STOP. To były 4 dni intensywnej walki by nie myśleć o kaloriach wszystkiego, co jem. 4 tygodnie temu odinstalowałam wszystkie aplikacje, zrobiłam porządek w profilach które lubię i powoli jest coraz lepiej.

    Trafiłam na coś, co nazywa się "Jedzeniem intuicyjnym" i staram się poznać jego zasady. Jeść kiedy jestem głodna i kończyć kiedy jestem syta. Nie objadać się "bo jeszcze zostało" (przecież później też będzie, nie muszę wciskać teraz) ani nie ograniczać sztucznie posiłków wmawiając sobie że już się najadłam (bo na internecie mi piszą, że jak jestem głodna, to może mi się nudzi albo coś). Że mogę jeść wszystko, najważniejszy jest umiar. Dając sobie przyzwolenie, mniej się chce jeść zabronione rzeczy. To ciężka nauka, żeby pozbyć się wszystkich złych schematów myślenia.

    Od nowa wracam do nawyków z pierwszych dwóch miesięcy, urozmaicania posiłków i cieszenia się z tych zmian,które obserwuje u sobie, a nie w porównaniu do innych.
    Zaczynam szukać nowych przepisów, mniej bać się tego, co jem, celebrować jedzenie i ćwiczyć uważność i wdzięczność.

    Dziewczyny - zacznijcie kochać i szanować siebie! Pewność siebie i postępy rodzą się w naszej głowie, a nie w składzie procentowym talerza i zdjęciach z instagrama!

    Powodzenia, Paula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super napisane! :)
      Ja nigdy w zyciu nie będę liczyć kalorii. Nie jestem zwolenniczką mieszczenia przyjemności jaką jest jedzenie w liczbach ;)

      Usuń
  10. Mysle ze kazdy jest w takim momencie ze ma problem Zosi. Pomimo tego ze jestem szczupla, cwicze regularnie, zdarzaja mi sie cheat day i wcale nie wygladam po nich jakbym nic nie jadla. Tez kwestia jest umiejetnosc zrobienia dobrego zdjecia, ktore ukazuje nasze walory.
    A teraz z innej beczki, co sadzisz o cwiczeniach podczas okresu, szczegolnie podczas pierwszego dnia kiedy to mamy bolesci brzucha itp., nie wiadomo co by sie zjadlo. Moze masz wlasne przemyslenia albo moze pojawi sie notka na ten temat.
    Pozdrawiam Patrycja

    OdpowiedzUsuń
  11. "I pamiętajcie, że życie mamy jedno! I jest ono zbyt krótkie, żeby się dołować tym, że nie wyglądasz jak dziewczyna z okładki! Nie martw się - ona też tak nie wygląda :)"
    Trafiony zatopiony! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zdecydowanie się z tym zgadzam. Nie możemy popadać w paranoję i wymagać od siebie niemożliwego. Jedzenie? Jedzenie to radość, przyjemność, a nie rygor. Tak samo trening, musi być czymś co lubimy, kochamy :))

    OdpowiedzUsuń
  13. Twoje posty bardzo mnie motywują. Od 1,5 roku przechodzę przez podobny okres co ty. Liczę cały czas kalorie, odliczam do kolejnego posiłku, który i tak mnie nie nasyci. Obcięłam kalorie do 1300 przy 2 godzinnych zajęciach tanecznych codziennie.. Głupie nie? Szkoda, że wtedy tego nie wiedziałam. Nie mogłam wtedy przeżyć, że mam grube uda, a modelki nie i właśnie ich zdjęcia mnie "motywowały" aby nie jeść. Miesiączki nie mam. Teraz staram się przytyć, ale to nie jest takie łatwe z takim umysłem. Nadal liczę kalorie i boję się przekroczyć 1500... Nie wiem co robić, żeby przekonać się do jedzenia

    OdpowiedzUsuń
  14. "I pamiętajcie, że życie mamy jedno! I jest ono zbyt krótkie, żeby się dołować tym, że nie wyglądasz jak dziewczyna z okładki! Nie martw się - ona też tak nie wygląda :)"
    wiem, że obudziłam się trochę późno i 'dyskusja' na ten temat już u cichła, ale tym zdaniem... you made my day! DOKŁADNIE! zgadzam się z całym postem w 100% :)

    OdpowiedzUsuń

Instagram @FIT_PATKA