poniedziałek, 25 lipca 2016

JAK TO Z TYMI KALORIAMI TAK WŁAŚCIWE JEST?



Cześć!

Liczysz kalorie*? Jakie jest Twoje makro? Ile jesz kalorii? To niektóre z komentarzy i wiadomości, które bardzo często się przewijają u mnie na profilu. Dzisiaj więc krótki i szybki, mam nadzieję, post o tym, co i czy w ogóle liczę i czy polecam liczyć.




Zacznę o tego, jak to było i aktualnie jest u mnie. Jak już wyszłam z tego wszystkiego, o czym czytaliście w poprzednich postach, miałam trochę więcej kilogramów niż teraz. Spowodowane było to tym, że się przejadałam (byłam cały czas aktywna, ale kilka tysięcy kalorii na dzień robiło swoje). Mówię oczywiście "na oko", bo jeszcze wtedy tych kalorii nie liczyłam. Dopiero wtedy, jak już postanowiłam sobie, że najwyższy czas się ogarnąć i skończyć z tym, bo to mnie zniszczy, stwierdziłam, że będzie to coś, co mi pomoże. Ściągnęłam wtedy jakąś tam aplikację i się zaczęło.

Oczywiście wpadłam ze skrajności w skrajność. Liczyłam i ważyłam wszystko. Tak, liście SAŁATY też. Nie obeszło się również bez ważenia pomidorów, rzodkiewek, ogórka... Nie wiem co było gorsze, nieliczenie niczego czy kompletne obsesja na tym punkcie? Było tak kilka miesięcy, aż waga spadła do odpowiadającego mi poziomu. Później zaczęłam zwiększać kalorie. Dalej korzystając z aplikacji dodawałam co tydzień po 50 kalorii. Nie miałam jednak wtedy pojęcia o żadnym makro, ile ma być czego itd., więc nie zawracałam sobie tym po prostu głowy. Liczyły się KALORIE!

Aż doszłam do mojego zapotrzebowania i tak utrzymuję je do teraz. Wiem mniej więcej co i ile ma kalorii, czasami używam wagi, czasami nie. Bardziej chodzi mi o to, że np. zawsze z 50 g mąki wychodzą mi dobre naleśniki i potrzebuję te 50 g mąki odważyć :D.

A makro? Makro to jedno wielkie "oko :P. Trzymam się tego, że jedząc cztery posiłki, pierwszy jest bez węglowodanów, drugi i trzeci pełnowartościowy, a ostatni to głównie węglowodany z niewielką ilością białka czy tłuszczu.

Teraz przejdźmy do tego czy polecam zacząć liczyć i ważyć? Nie. Jeżeli jeszcze tego nie robisz i nie masz problemu z tym, że jesz za dużo/za mało, to tego nie rób. Niestety my kobiety mamy tendencję do zaniżania swojego dziennego zapotrzebowania na energię. Podświadomie wybieramy mniej, niż więcej. Mimo, że coraz więcej się mówi o tym, że KALORIE TO NIE JEST TWÓJ WRÓG, DZIĘKI NIM ŻYJESZ!, to i tak gdzieś w głowach nam siedzi, że lepiej zjeść mniej. Lepiej wybrać chudego kurczaka niż bardziej tłuste i kaloryczne mięso. Lepiej zjeść sałatkę, niż pełnowartościowy posiłek zawierający wszystkie niezbędne składniki dla naszego organizmu. Kalorie nie są nam potrzebne tylko do tego, żeby trenować. Są potrzebne, żeby rano otworzyć oczy, wstawić wodę na herbatę, czy poodkurzać mieszkanie. Są potrzebne nawet wtedy kiedy sobie "odpoczywasz" po treningu, bo w Twoim organizmie zachodzi wtedy szereg skomplikowanych reakcji. Są potrzebne żeby oddychać, myśleć, jeść, kochać się. Są częścią nas, bez której nie pojechalibyśmy dalej.

Nie bez powodu mówi się, że kalorie to paliwo dla naszego organizmu. Dostarczają nam energii niezbędnej do codziennego funkcjonowania. Czy jadąc na wycieczkę z pustym bakiem dojedziesz do celu? No właśnie. To z kaloriami i naszym organizmem jest bardzo podobnie. Prędzej czy później "stanie".

Dlaczego nie polecam? Bo jeżeli do tej pory jest wszystko w porządku, ćwiczysz i odżywiasz się dla zdrowia, to nie zaprzątaj sobie tym głowy.

A może jednak? Komu polecam?  Wszystkim tym, którzy właśnie jedzą zbyt mało, bo boją się jeść więcej lub na odwrót, jedzą zbyt dużo, bo myślą że skoro orzechy są zdrowe, to mogę przecież jeść je bez ograniczeń i 1500 kalorii pęka na jedno posiedzenie przed TV :). Wtedy warto chociaż na jakiś czas, bez zbędnego popadania w paranoje, policzyć sobie ile jemy, jak wygląda 100 g makaronu, a jak 50. Jaki kawałek mięsa to 200 g, a jaki 300. Pomoże nam to ogarnąć ile powinniśmy jeść.

Ja właśnie dzięki temu, że to robiłam wiem, ile makaronu mam zjeść, ile mniej więcej łyżek kaszy mam ugotować. Lata praktyki, hahah :D. Ale gdybym nie miała tego problemu, całych tych zaburzeń - wolałabym nie wiedzieć nawet ile tych kalorii zjadam i cieszyć się jedzeniem, a nie myśleć ile białka, tłuszczy i węgli właśnie chłonę :).

I pamiętajcie, że kalorie to nie wszystko! Zwracajcie uwagę na odżywczość jedzenia! Wybierajcie to, co jest dobre i wartościowe dla Waszych organizmów!

Mam nadzieję, że wystarczająco rozwinęłam temat. Jeżeli jednak macie jeszcze jakieś pytania - piszcie w komentarzach. Jeżeli macie sugestie o czym chcielibyście przeczytać w kolejnych postach, piszcie również! :)

*pisząc kalorie - mam na myśli kilokalorie

Ściskam mocno,
Patrycja :)

8 komentarzy:

  1. Bardzo przydatny post! Czy moglabys napisać coś więcejco zaniku miesiaczki i jej odzyskaniu. Rozumiem że to bardzo intymna sfera ale tak wiele dziewczynb( w tym ja) zniszczyło sobie gospodarkę hormonalna glupim odchudzaniem i przeczytanie historii osoby, której udało się wyzdrowiec byloby bardzo pomocne. Pozdrawiam ciepło :) a i mam małe pytanie: dlaczego rokladasz makroskadniki w ten sposób? Ze względu na porę treningow ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli przytyjesz i będziesz miała odpowiedni zapas tkanki tłuszczowej to wróci.Ewentualnie wprowadź do diety więcej tłuszczy np.orzechy,oliwa z oliwek itd.

      Usuń
  2. Bardzo fajny post �� Ja bym chciała przeczytać o makro... O rozkładzie białek, tłuszczy i węglowodanów. Wiem, że to kwestia indywidualna, ale mogłabyś zrobić takie podsumowanie jak tutaj, czy warto itd.
    Buziaki ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to byłby bardzo pomocny wpis, bo szczerze to sie trochę gubię w tym co jeść przed treningiem a co po treningu albo co zjeść na kolacje lub na śniadanie.

      Usuń
  3. Świetny wpis , ja ogólnie wyszłam z zaburzeń odżywiania i mam problem z miesiączka , bo nie mam jej od roku i 3 miesięcy i bardzo mnie to martwi , mogłabyś napisać cos o tym , jak ty sobie z tym poradziłaś ? Pozdrawiam cieplutko 😀😀

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja chciałam się zapytać Ciebie o jakieś porady w sytuacji kiedy osoba musi być na diecie lekkostrawnej (białe pieczywo makaron,ryz,ziemniaki czyli duuuzo kalorii) ale chciałaby schudnąć. Czy jest według ciebie to możliwe ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie do końca zgadzam się z liczeniem tych kalorii. Co powiesz gdy są trzy osoby, każda bilans np.1500kcal. Jedna je same słodycze,druga ma zbilansowana dietę a trzecia je tylko warzywa i owoce ale wszystkie mieszczą się w limicie dziennym kcal. Jak BD wyglądać ich sylwetki? Chyba nie powiesz,ze ta która je same słodycze bdz takiej samej tuszy jak ta , która je same warzywa?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja liczę kalorie, bo jestem na redukcji. Mam powoli dość, ale jeszcze około 5 kilo zrzucę, i potem na spokojnie będę mogła nauczyć się jeść bez liczenia. Dlaczego dopiero wtedy? Bo teraz nie mogę sobie pozwolić na metodę prób i błędów, za dużo schudłam, a za te kilka kilo to będę po prostu siebie obserwować i spodnie nie pękną mi w szwach, gdy coś będę robić nie tak :) Muszę przyznać, że ja jadłam bardzo skrajnie. Jeden dzień 2500 kcal bez aktywności, a na drugi 1200 z aktywnością. No masakra, dopiero wklepywanie wszystkiego w apkę mi to uświadomiło. Swoją drogą nie traktuję jej jak wyroczni, a liczę bardziej orientacyjnie, żeby nie przegiąć, zwłaszcza z węglami, które wklepałam wg wzoru trenera, a nie aplikacji. Chudnę od prawie roku, 10 kilo za mną, na poważnie od całkiem niedawna, bo faktycznie zmieniłam wiele swoich nawyków. Jak zmienię większość to życie stanie się dużo łatwiejsze :D

    OdpowiedzUsuń

Instagram @FIT_PATKA