poniedziałek, 8 sierpnia 2016

JESZ, ŻEBY ŻYĆ - NIE NA ODWRÓT


Ostatnie moje dni są pełne przemyśleń, wspomnień. Jak wspominam pewien okres w moim życiu, widzę tylko to, że planowałam kiedy i co zjem. Wstawałam nawet z budzikiem w wakacje, żeby o odpowiedniej porze zjeść śniadanie.
Jak chciałam wyjść do babci, na spacer, gdziekolwiek - zawsze najpierw spoglądałam na godzinę, czy zdążę wrócić przed kolejnym posiłkiem? Często kończyło się na tym, że zostawałam w domu, czekałam na porę jedzenia i szłam dopiero po posiłku albo nie szłam w ogóle. Wiecie co jest w tym najsmutniejsze? Że to najlepsze lata mojego życia. Na szczęście ogarnęłam się porę i teraz wiem, że to nie jest najważniejsze. Szkoda tylko, że tyle osób jeszcze tak bardzo w tym się zagłębia i nie wie jak z tego wyjść. Nie pomagają ślepiące z każdej strony wysportowane sylwetki, sześciopaki i talerz z jedzeniem jak dla ptaszka. Sama jak nie raz widzę zdjęcia na instagramie niektórych osób, które jedzą na śniadanie kilka razy mniej niż ja, to aż mi głupio wstawiać moje. Będąc "starą" Patrycją pomyślałabym, że coś jest ze mną nie tak, ale teraz dalej jem swoje kopiaste porcje, bo lubię. Tyle potrzebuje, więc tyle jem. Owszem, mogłabym jeść mniej, być wyciętą cały rok, ale... po co? Czy będę miała dzięki temu lepsze życie? Więcej znajomych? Będę szczęśliwsza? Moje 18-20% tkanki tłuszczowej też mnie cieszą. Nie patrzę na życie przez pryzmat tego, jak wyglądam, jak to było kiedyś.

A co z wyjściem do restauracji? 

Kolejny problem często napotkany na drodze osoby negatywnie zwariowanej na punkcie zdrowego stylu życia. Dlaczego negatywnie? Bo osoba pozytywnie zakręcona nawet by się nie zastanawiała. Dzwonią znajomi: "siedzimy tu i tu, wpadaj, jest fajnie, są wszyscy", a Tobie nagle głowę zalewają myśli: "ale co tam jest do zjedzenia? Mają posiłki bez laktozy? A może chociaż bez glutenu? A czy orzechy i kasze moczą dzień wcześniej? A co jak będę musiała siedzieć głodna? A może szybko przygotuję sobie pojemnik i wezmę swój ryż z kurczakiem?"... Skąd to znam? Z własnego doświadczenia. To jest naprawdę męczące. Często kończyło się samotnym wieczorem i płaczem w poduszkę na własne życzenie. Czy naprawdę chcecie być takimi wyalienowanymi dzikusami? Czy pozwolicie, żeby jedzenie decydowało o Waszym życiu? I za X czasu swoim przysłowiowym wnukom powiecie, że nigdzie nie wychodziliście, bo Wasi znajomi nie jedli tak samo jak Wy?
A może przeszło Wam przez myśl, żeby zmienić znajomych? Bo skoro nie chcą "żyć zdrowo" to przecież sprowadzają Was na złą drogę, co nie?

Wyjazd na wakacje - czy może być coś gorszego?

Sama w "tamtym" okresie przed wyjazdem gdziekolwiek miałam na samą myśl rewolucje żołądkowe z nerwów. Zamiast cieszyć się z czasu spędzonego z rodziną, robić zdjęcia, jeść pyszne rzeczy, spacerować - wolałam myśleć o tym ile zjadłam, ile to miało kcal i jak bardzo przytyje od tego... Jadąc z moim chłopakiem i jego rodzicami w góry - zabrałam ze sobą matę, płyty chodakowskiej i "moje" jedzenie. Mimo tego, że mieliśmy jedzenie na miejscu, ja codziennie rano wstawałam, robiłam trening z chodakowską i zalewałam moją owsiankę... A w myślach naprawdę zazdrościłam innym, że potrafią tak normalnie zejść na śniadanie, zjeść, wypić kawę, porozmawiać o normalnych rzeczach i cieszyć się z kolejnego, pięknego dnia. Ja tak nie umiałam. Tylko wtedy nikt tego nie rozumiał - myśleli, że ja robię to na złość. Nie było tak. Naprawdę nie potrafiłam inaczej. Nie było dnia, żebym nie zrobiła treningu, no z wyjątkiem niedzieli - jak to ww. autorka programów zaleca...


Czemu o tym piszę? Dlatego że to co dzieje się dzisiaj, jak bardzo uzależniamy swój tryb dnia i życia czy spotkań ze znajomymi od jedzenia jest straszne! Nie mówię, żeby codziennie nie przestrzegać pór posiłków (oczywiście bez przesady, nie co do minuty...), ale jak raz na czas Wam wypadnie coś, macie ochotę gdzieś wyjść, zrobić coś spontanicznego to... nie zastanawiajcie się czy Wasze makro będzie się zgadzało i korzystajcie, póki możecie! Czasu nie cofniecie, niestety :P.

Dobra, może za dużo o tym piszę, za dużo poświęcam na to postów, może nie chce już się tego czytać, ale każdą kwestię chce poruszyć osobno i pokazać Wam, że "zdrowy tryb życia" nie jest taki jak niektórym się wydaje. Zdrowy tryb życia to nie tylko jedzenie i trening, ale też ZDROWIE PSYCHICZNE i ZDROWE RELACJE Z LUDŹMI I SAMYM SOBĄ!


Wstań jutro, posłuchaj jak pięknie ptaki śpiewają, jak jest pięknie za oknem, jak cudownie że żyjesz w takich a nie innych czasach. Bądź wdzięczny, a nie wiecznie tylko narzekasz, że masz to za długie, a tamgo za grube. Niektórych rzeczy nie da się zmienić, trzeba je zaakceptować. A te, które można zmienić - pracuj nad nimi, ale zanim - pokochaj je. Tylko jeżeli będziesz robić coś z miłości, będzie to miało jakikolwiek sens! 

Buziaki,
Patrycja

19 komentarzy:

  1. Ja nie uważam, żebyś pisała na takie tematy za dużo. Dobrze jest poczytac takie rzeczy, gdy samemu czasem trzeba walczyć z myślami, dobrze wiedzieć że jest ktoś kto to wszystko rozumie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że to co piszę pomaga innym :)

      Usuń
  2. Za dużo o tym piszesz? Wcale nie! Sama mam zaburzenia odżywiania i 'problemy' z jedzeniem, a Twoje posty bardzo mi pomagają. Dziękuję Ci za to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę i ja również dziękuję!

      Usuń
  3. Zgadzam się że wszystkim co tu napisane i też mam podobne doświadczenia (mam wrażenie, że 90% nastolatek TA głupota wchodzi do łba). Tylko u mnie ten okres minął i musi znowu wrócić, bo jak zwlekam z posiłkiem pół godziny/godzinę, to już zaczynam tracić siły, a ze znajomymi jak wychodzę na obiad - jakieś maki i inne fujki - to pudło mam zawsze, bo nawet jakbym chciała, to mi nie wolno. Mój lekarz i trzustka mogliby się na mnie obrazić
    😂 (cukrzyca jest ble 👎)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam ten post , myśląc- Kurde , skąd ona się urwała , no jakby opisywała moje młode życie . Serio. Mam 17 lat , a w głowie wlasnir taka walkę myśli , każdego dnia :) ale walcze i chce zejść na właściwe tory, dzięki tobie jestem bliżej :) dobrej nocy ! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walcz! Trzymam kciuki! Przed Tobą całe życie, warto się uwolnić od tego wszystkiego! <3

      Usuń
  6. Uwielbiam czytać Twoje posty. Są trafione w sedno. Czytam i kurcze jak byś wiedziała o moim życiu. Teraz wiem że muszę pomyśleć jak chce dalej żyć, bo mam naście lat i chce mieć pozniej co wspominać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, abyś wszystko ułożyła sobie tak, jak powinno być <3

      Usuń
  7. Myślę że bardzo wiele robisz dla ogromnej liczby osób pisząc te posty. Sama jestem dziewczyną która wszystko podporządkowuje pod jedzenie i ćwiczenia. Nie potrafię inaczej, mimo że się staram. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze to że muszę liczyć kalorie, by znów jak kiedyś nie jeść za mało co też powoduje że świruję na punkcie makriskladnikow i tego co kiedy jem. Chciałabym odzyskać ten balans o którym mówisz i naprawdę jestem Ci wdzięczna że przypomniałaś mi co jest tak naprawdę ważne.
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że odzyskasz dawną radość z życia bez liczenia cyferek :)

      Usuń
  8. Twoje posty bardzo mnie motywują. Od 1,5 roku przechodzę przez podobny okres co ty. Liczę cały czas kalorie, odliczam do kolejnego posiłku, który i tak mnie nie nasyci. Obcięłam kalorie do 1300 przy 2 godzinnych zajęciach tanecznych codziennie.. Głupie nie? Szkoda, że wtedy tego nie wiedziałam. Nie mogłam wtedy przeżyć, że mam grube uda, a modelki nie i właśnie ich zdjęcia mnie "motywowały" aby nie jeść. Miesiączki nie mam. Teraz staram się przytyć, ale to nie jest takie łatwe z takim umysłem. Nadal liczę kalorie i boję się przekroczyć 1500... Nie wiem co robić, żeby przekonać się do jedzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukaj wsparcia u najbliższych lub u dobrego psychologa, który spojrzy na to z innej strony. Rozmowa naprawdę pozwala coś zmienić. Nie zostawaj sama ze swoimi problemami! Trzymam kciuki za Ciebie <3

      Usuń
  9. Ciesze sie,ze przez przypadek znalazlam Cie na instagramie.Znam Twoje uczucia.Bardzo bliska mi osoba przechodzila przez to wszystko.Zaczynajac od cwiczen,dbania o zdrowie i zainteresowanie tym ponad miare,wstawiania o 5 zeby pobiegac a wieczorem silownia albo cwiczenia z plyty codziennie, jedzenie z zegarkiem w reku,na swieta ani grama slodyczy, ciagla kontrola.Az.. pekla.I zaczelo sie.Koszmar dla calej rodziny, psycholog itd..Kompulsy.Ja od siostry nauczylam sie najwiecej o zdrowiu o jedzeniu i widze jak cienka jest granica miedzy tym prawdziwym,racjonalnym dbaniem o zdrowie,prawdziwa pasja do sportu a niestety zagubieniem w samodoskonalenie i dazenie do celu ktory nie istnieje,bo z kazdym dniem przesuwamy poprzeczke wyzej.niezadowolenie,rozdraznienie, alienacja od rodziny i bliskich.Usmiech na koscistych policzkach a uczucia kuleja.Duszone w srodku musza znalezc jakies ujscie.Tu poszlo edzenie ale inni reaguja inaczej.Tak nie mozna.Naprawde dobrze ze to wszystko piszesz.Bo blogi "fit" mowiac ogolnie nie sa tylko po to by miec inspiracje na sniadanko czy poogladac z rana ladne fotki kaloryferow ladnych dziewczyn. Nie nie nie.Ja sama mam czasem mysli w stylu: oja ile ona cwiczy.. ja to musze zmniejszyc porcje.. ale wtedy pojawia sie czerwona lampka i mysle o tym przez co przechodzila moja siostra i tym samym ja,walczac z choroba ktora niestety pozostaje w czlowieku.Osobe ktora mnie motywowala do biegania i dzieki ktorej robie to regularnie startujac w zawodach,teraz ja chce motywowac.Dzialaj dziewczyno.Jestes super taka,jaka jestes.Nie potrzebujesz niczego ani nikogo procz wiary w to.Powodzenia.@alegioiaa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To straszne jak cienka granica dzieli te dwa światy... Straszne że coraz więcej osób przekracza tę granicę. Właśnie dlatego o tym piszę, być może chociaż jedna osoba się w porę "otrząśnie"... Dziękuję <3

      Usuń
  10. Ja też jestem ZA pisaniem na takie tematy, ponieważ dużo osób nadal w tym tkwi nie zdając sobie nawet z tego sprawy, a to jest straszne. Wiem, co mówię, bo sama to przeszłam. Dopiero czytając Twoje posty uświadamiam sobie jak bardzo głupia byłam! Na szczęście zdążyłam się ogarnąć i teraz żyję pełnią życia! Tego życzę wszystkim! ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja milion razy próbowałam jeść czysto i wyrzekać się "złych" posiłków, ale zawsze robię coś źle. :( Niby nie wariuję z tym jedzeniem, ale czuję się często winna po zjedzeniu np pizzy. A teraz np jestem chora i prawie nie biegam/ćwiczę. I na psychikę już wchodzą myśli "Ale jesteś gruba, obwisła, co za cellulit". Najgorsze jest to, że jestem świadoma tego przesadzania, ale nie umiem zmienić myślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jakiś czas temu miałam tak samo... nie daj Boże z powodu np. bólu brzucha zostałam w domu, zamiast iść na trening... W mojej głowie tylko wyrzuty, że jestem leniwa, że się roztyje blabla... Teraz jest coraz lepiej, wiem że odpoczynek jest dużo ważniejszy w życiu aktywnej osoby. Wiem, że to że jak nie poćwiczę przez kilka dni - nic się nie stanie.. Tobie również życzę, żeby w końcu to się zmieniło <3

      Usuń

Instagram @FIT_PATKA