piątek, 2 września 2016

DLACZEGO TRACĘ MOTYWACJĘ?


Cześć!

Mamy wrzesień, lato się skończyło, można jeść :P

A tak całkiem na poważnie, chciałabym poruszyć temat motywacji. Jest ona nam potrzebna nie tylko w świecie "fit", ale również w codziennym życiu. Ja jednak zajmę się tym pierwszym zagadnieniem.
Przechodząc "na dietę" (strasznie nie lubię tego określenia, no ale niech już będzie) niewątpliwe jest, że jednym z czynników które będą nam potrzebne w wytrwaniu w tym wszystkim jest MOTYWACJA!

Często jednak nie motywujemy się w sposób odpowiedni, często przynosi to odwrotne skutki... Dlaczego tak się dzieje? Przygotowałam kilka powodów, które według mnie, są przyczyną spadku motywacji:

1. Stawiamy sobie zbyt duże i odległe cele.

Zaczynając odchudzanie myślimy jedynie o tym, jak będziemy wyglądać za X czasu, kiedy to już schudniemy te upragnione 30 kilo... Nie rzadko jest to kilkanaście miesięcy, kiedy tylko będzie nam towarzyszyła ta myśl. Lepiej, jak postanowimy sobie, że schudniemy 5 kg. Uwierzcie mi, że później pojawia się chęć kontynuowania tego, chęć chudnięcia więcej i wtedy stawiamy sobie kolejny cel - zrzucić kolejne 5 kg. Takie "małe kroki" są niesamowicie motywujące do dalszej pracy! No i to chyba nawet lepiej brzmi dla mózgu: zrzucić 5 kg zbędnego balastu niż zrzucić go 30 kg, co nie? :)

2. Mówimy sobie: "kiedy w końcu schudnę, to będę szczęśliwa".

Niestety bardzo często kobiety uzależniają swoje szczęście od tego, ile cyferek pojawia się na wadze. Sama byłam kiedyś taką osobą. Nie chciałam jeździć na wycieczki, nie chciałam chodzić na basen, nie chciałam spełniać marzeń, bo "przecież jestem gruba"! I wiecie co? Nic się nie zmieniło, jak już schudłam, osiągnęłam swój cel. Dalej byłam taką samą osobą. To, że schudniecie, nie znaczy że będziecie szczęśliwsze. Owszem, działa to krótkofalowo, jest chwilowa ekscytacja i radość z utraty masy ciała, ale to nie trwa długo. Później wraca Wasza mentalność. Trzeba nauczyć się być szczęśliwym i akceptować to, jak wyglądamy. Nie ważne, czy mamy 5 kg więcej, czy mniej.



3. Nasza waga się nie zmienia.

Codzienne stawanie na wadze jest po prostu bez sensu. Jednego dnia możesz ważyć kilogram mniej, a drugiego 2 kilogramy więcej. U kobiet jest to szczególnie coś, co ulega dużym wahaniom, chociażby ze względu na naszą gospodarkę hormonalną.

Moim zdaniem nie ma sensu się ważyć, zmieniając styl odżywiania i rozpoczynając treningi ulega zmianom skład naszego ciała. Ubywa naszej tkanki tłuszczowej, a często przybywa tkanki mięśniowej. Jak już chyba każdy wie, mięśnie ważą więcej niż tłuszcz, stąd też takie zjawisko, że ogólna kompozycja i jakość ciała się poprawia, w lustrze wyglądamy o niebo lepiej, a stajemy na wadze i płakać nam się chce. Ja już dawno przestałam to robić :P.

4. Wykluczamy ze swojej diety zbyt dużo produktów.

Jedząc w kółko te same produkty organizm po pewnym czasie będzie się domagał czegoś innego. Często obieramy sobie kilka produktów, które naszym zdaniem są "zdrowe" i sztywno się ich trzymamy. Boimy się wyjść poza tę naszą "bezpieczną grupę". Po pierwsze, szybko nam się to znudzi i tak czy inaczej sięgniemy po coś innego (i pewnie będzie to jakiś baton, lód itd), a po drugie dieta musi być urozmaicona, żeby dostarczyć różnych składników odżywczych. Czasami wystarczy drobna zmiana warzyw, owoców czy źródła węglowodanów z ryżu na kaszę czy ziemniaki.



5. Nasza dieta jest zbyt nisko kaloryczna!

To chyba jest największa plaga w dzisiejszym "fit" świecie. Mało kto może powiedzieć, że nigdy nie próbował się odchudzać i przy tym nie obciął sobie kalorii do minimum. Na początku oczywiście utrata wagi jest gwarantowana! Ale co dzieje się później? Szereg negatywnych skutków, ale  "najważniejszym" jest przyrost wagi mimo dalszej "redukcji". I popadamy w błędne koło... Obcinamy jeszcze bardziej, a organizm jeszcze bardziej magazynuje, broni się przed stanem głodu, chce żebyś przetrwała i magazynuje wszystko w postaci tkanki tłuszczowej. Rozwalamy sobie metabolizm. Często takie sytuacje odbijają się w przyszłości, kiedy chcemy już "z głową" zredukować tkankę tłuszczową, jest to utrudnione przez stosowanie niskokalorycznych diet.

6. Zbyt często przeglądamy social media! 

Pewnie sobie teraz pomyślicie: co ona pisze? :P Tak, dobrze widzicie! Sama się na tym nie raz łapałam, że przeglądałam instagrama i myślałam sobie, że i tak nie wyglądam tak dobrze jak laski ze zdjęć, więc po co mam się starać? I tak nigdy nie będę lepsza... 
Czasami przesyt wysportowanych, wyidealizowanych zdjęć niesie odwrotny skutek niż ten zamierzony. Wierzę, że ludzie wstawiają te zdjęcia z dobrym zamiarem, ale nie zawsze tak to się kończy. Ja już dawno zrobiłam porządek w profilach, które obserwuje i które negatywnie na mnie wpływały. Pamiętajcie, co za dużo, to niezdrowo.

7. Porównujemy się.

Ten punkt nawiązuje do tego poprzedniego. Porównujemy się do innych osób, nierzadko tych w internecie, gdzie wszystko dzisiaj jest pozowane i przerabiane. No może nie wszystko, ale na pewno większość. Sugerujemy się tym, że ten ktoś na zdjęciu naprawdę tak super wygląda, a często jest tak, że w rzeczywistości wyglądamy dużo lepiej niż ta osoba z obrazka. Ale kto myśli w ten sposób? Zazwyczaj w takich momentach myślimy trochę inaczej. 

Problem też jest wtedy, kiedy porównujemy nasze życie i to jak wyglądamy do życia zawodniczek. Ściągamy od nich dietę, sugerujemy się czego one nie jedzą i co jedzą oraz w jakich ilościach. Tylko że my jesteśmy "normalnymi" ludźmi, nie mamy zamiaru stawać na scenie, jak już schudniemy te 5 kg :P.

8. Żyjemy zasadą "wszystko albo nic".

Nie raz i nie dwa spotykam się z podpisem zdjęcia "no pain, no gain", "100% albo nic"... Może jestem dziwna, ale mnie to nie motywuje ani trochę, wręcz przeciwnie. To znaczy, że jak cały dzień jem zdrowo, zrobiłam trening, ale jest coś, co lekko wykracza poza moje plany... wszystko do d*py.
Zmiana nawyków żywieniowych ma być na całe życie, a nie na kilka miesięcy odchudzania! A czy całe życie da się wytrzymać zgodnie z tą zasadą? A gdzie przyjemności? Nie zawsze wszystko musi być na 100%, bo w końcu przestanie nam to sprawiać radość. Powinniśmy być dumni z siebie, że się staramy, nawet wtedy, kiedy daliśmy z siebie 80! Ale zawsze to krok do przodu!


To tyle co na tę chwilę przychodzi mi do głowy, a Was co demotywuje? Zgadzacie się z którymś punktem z mojej listy? Dajcie znać w komentarzach! ;-) 

Patrycja :)

13 komentarzy:

  1. z wszystkimi punktami z Twojej listy się w zupełności zgadzam!��

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się. Często kobiety mają obsesję na punkcie wagi i nawet ciężko niektórym przetłumaczyć ze jeśli budujemy tkankę mięśniową waga przeważnie stoi w miejscu albo idzie w górę . Ja ważyłam zawsze 49 - 50 teraz 56 i mam mniej tłuszczu . Tez jestem zdania małymi kroczkami a do przodu wtedy i tylko wtedy będzie to miało sen . To ma być przyjemność a nie katorga . Zarowno w szmce jak i w sporcie . Właściwie powiem Ci Patrcja ze że wszyskim się zgadzam �� co tu dużo pisać nic dodać nic ująć �� pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś ważyłam tyle samo co teraz, a Wyglądałam na +5kg :D
      Również pozdrawiam! :*

      Usuń
  3. W zasadzie wszystko, co napisałaś pokrywa się z moimi doświadczeniami.. Zwłaszcza punkt 2. Ile ja uzależniałam od tego czy schudnę. Wydawało mi się, że jak będę mogła nosić szorty zamiast chować się pod dżinsami to już będę w 100 % szczęśliwa, ale dziś wiem, że to tak nie działa. Cały czas uczę się samoakceptacji i twoje wpisy bardzo mi w tym pomagają. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam, że półtora roku temu ważyłam 57 kg. Teraz ważę ok. 61, ale grubsza nie czuję się ani trochę. Również po ubraniach nie czuję, żeby te 4 kg przybyły. Od roku 5-4 razy w tygodniu ćwiczę w domu, albo idę biegać, od kwietnia praktycznie TYLKO biegam 4 razy w tygodniu. Na początku waga strasznie mnie dołowała... Jak to, pocę się tyle i tyję??? Teraz wiem, że to bujda. Też przestałam na nią wchodzić, ważenie się jest przereklamowane. I od razu życie stało się piękniejsze, mniej presji, więcej radości z tego co robię, bo robię to dla siebie, zdrowia, a walka o figurę zeszła na drugi plan, nawet nie wiem kiedy!
    Presja mediów - XXI wiek charakteryzuje się wręcz obsesją na punkcie ciała i wyglądu... Najgorsze jest to, że wzorujemy się na "ideałach" wykreowanych przez photoshop... Sama się na tym łapię, a potem widzę zdjęcia takiej Gigi Hadid zrobione przez paparazzich w bikini i wcale nie wygląda na nich tak oszałamiająco :D To tylko przykład oczywiście, ale takie zabiegi medialne sprawiają, ze ciężko nawet na ulice dziś wyjść bez makijażu, bo przecież NIKT nie ma pryszczy na twarzy,wszyscy mają rzęsy do brwi itd itp. Jednym słowem presja społeczeństwa jest ogromna, trudno nie zwariować w tym świecie, jakby się tak nad tym zastanowić:D
    Sport to super odskocznia w każdym razie. Mi pomógł zmienić myślenie, zaakceptować siebie w 100%, chociaż wiadomo, że czasem ma się te gorsze dni.
    PS Nie wiem, czy gdzieś o tym już pisałaś, ale jestem mega ciekawa. Jaki jest Twój stosunek do ćwiczeń w domu z programami Chodakowskiej czy Lewandowskiej? Czy tylko siłownia jest w stanie super wymodelować nasze ciało? Wiem, że pewnie to temat rzeka, mam nadzieję jednak, ze coś tam mi odpiszesz:D Miłego wieczorku, pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączam się do prośby. Fajnie byłoby przeczytać co myślisz o tzw. "dywanówach" np. z Chodakowską jako osoba, która kiedyś w ten sposób trenowała. Z twoich postów można odnieść wrażenie, że masz o nich średnio pochlebną opinię, ale może to dlatego że łączą się z okresem, kiedy się bezsensownie odchudzałaś... A co myślisz teraz? Takie porównanie treningi domowe a trening na siłowni to super pomysł. Jestem bardzo ciekawa twojej opinii. Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Dziękuję za inspirację, na pewno poruszę ten temat! :) Muszę się tylko do niego trochę przygotować, żeby zawrzeć wszystkie za i przeciw :)

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  5. Świetny post! Całe szczęście wciąż mam motywacje! zapraszam do mnie http://julladde.blogspot.com/
    pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam Twój blog! Piszesz tutaj tyle mądrych rzeczy. Jesteś oryginalna, wyróżniasz się wśród tych wszystkich "fit" kobietek z instagrama. Twoje posty są naprawdę pomocne i przede wszystkim motywują. Czekam na kolejne wpisy, pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Instagram @FIT_PATKA