poniedziałek, 7 listopada 2016

JELITA Z PRZESZŁOŚCIĄ



Już jakiś czas temu obiecałam Wam post dlaczego teraz wygląda tak mój sposób żywienia. Celowo nie używam tutaj słowa dieta, bo nie chcę, żeby to było kojarzone z odchudzaniem czy czymkolwiek innym. W końcu więc zebrałam się, siadłam i piszę.




Nie będzie to jednak post odnośnie tego, co wykluczyłam, na niego przyjdzie jeszcze pora. Najpierw zajmijmy się tematem dlaczego w ogóle coś jest nie tak. Dlaczego mam/miałam takie dolegliwości?

Zacznijmy od tego, jakie dolegliwości mi towarzyszyły, były to m.in.

  • wzdęcia
  • bóle brzucha
  • nieregularne wypróżnianie (wcześniej zawsze było to regularne)
  • zatwardzenia (czasami kilkudniowe)
  • biegunki, jak już poszło, to po całości... :) 
  • uczucie ciężkości po posiłkach 
  • niechęć do czegokolwiek
  • spadek motywacji


Przejdźmy do tego, co mogło się do tego przyczynić. Muszę zwrócić też uwagę na to, że nie możemy patrzeć tydzień, a nawet nie miesiąc wcześniej. Na takie "efekty" możemy pracować sobie latami, niestety. U mnie na początku objawy były bardzo łagodne, tłumaczyłam sobie, że zjadłam za dużo fasoli, czy kapusty kiszonej, byle tylko nie dopuścić myśli, że coś jednak jest nie tak.


1. Dieta "wegetariańska" 


Jako nastolatka jeszcze niezwracająca uwagi na to co wkładam do paszczy, nie wiedziałam co ile ma kilokalorii, jakie ma makro i czy będę od tego świnką, czy też nie. Nie zwracałam również uwagi czy jestem wegetarianką czy nie, mentalnie oczywiście nią nie byłam, bo uważam że prawdziwy wegan czy wegetarian rezygnuje z produktów odzwierzęcych (częściowo lub całkowicie) z powodów wyższych niż dlatego, że jest to modne. 

Nie jadłam mięsa, bo po prostu mi nie smakowało, nie wiedziałam jak je przyrządzać, z czym jeść i w ogóle mnie odrzucało, jak miałam to przygotować. Byłam zbyt leniwa i wolałam otworzyć serek wiejski i zalać płatki owsiane. Wykluczenie mięsa spowodowało, że jadłam bardzo dużo nabiału, zbóż i strączków, bo coś przecież musiałam jeść. Dieta była jak widać bogata w substancje anty-odżywcze, no i nabiał przemysłowy, który jak wiemy pełen jest hormonów, antybiotyków. Nic z tych rzeczy dobrze nie wpłynęło na moje jelitka ;) 

2. GLUTEN!


Nawiązując do poprzedniego punktu, gluten był obecny u mnie w każdym posiłku! Śniadanie płatki owsiane (albo inne fat musli), drugie śniadanie chleb, obiad makaron, kolacja znowu chleb i tak w kółko... Dzień w dzień! Wiadomo, wymieniałam mniej więcej składniki, dodatki, ale to nie zmienia faktu, że moja dieta była tak obfita w gluten, że w nocy to ja chyba świeciłam. 

3. NABIAŁ! 


Również nawiązując do punktu numer 1. Nabiał był wszechobecny. Zawsze w lodówce musiały być jogurty, serki wiejskie, sery żółte, pleśniowe, twaróg... Nie wyobrażałam sobie dnia bez tego (choć wtedy nawet nie zwracałam na to uwagi...). Najbardziej lubiłam wieśniaka, tego najbardziej przetworzonego z nabiału, mniam! XD 

4. Leki antykoncepcyjne


Co ja poradzę, że byłam nieświadomą nastolatką, nie orientującą się w temacie, a ginekolog żeby uregulować mi miesiączkę przepisywał jedno opakowanie z drugim... Tak to trwało około trzech lat. Nie wiem co mam więcej napisać na ten temat, nie polecam nikomu. Na pewno miały swój udział w moim obecnym stanie jelit. Nie wspominając już, jak super wpłynęły one na moją gospodarkę hormonalną.. eh. 


6. STRES! 


Odkąd pamiętam mi towarzyszył... Przejmowałam się nawet tym, że brzydko wyglądam (wg mnie), że wszyscy się na mnie gapią i myślą jak to dzisiaj chjhdufheowo wyglądam. Stresowało mnie dosłownie wszystko. Byłam zakompleksiona, niepewna siebie, a głowie miałam tylko "co ludzie pomyślą"... Teraz mam to głębokoooo :). 

7. Napoje gazowane i produkty ZERO KCAL i słodziki 


Naiwnie wierzyłam, że mi one nie są w stanie zaszkodzić, że przecież to nie ma kilokalorii, więc co w tym może być złego? A jednak. Nie mówię, że tylko to konkretnie przyczyniło się do stanu moich jelit, ale na pewno jakiś wpływ na to miało. Po pierwszym mniej więcej tygodniu od prawie codziennego picia napojów bez kilokalorii, w toalecie nie było łatwo. Moja głupota i tyle na ten temat.


8. Diety poniżej 1000 kcal!


Jak wiemy sama redukcja to już jest stres dla organizmu. Sport wbrew pozorom to również dla niego czynnik stresowy, choć nie mówię, że mamy przez to zrezygnować z treningów. Jednak w połączeniu z taką głodówką tworzą megasuperhiper stresowy duet. 

Taka dieta wiąże się również z niedożywieniem organizmy, z ogromnymi niedoborami w diecie! Nie dość, że jakość dzisiejszego jedzenia jest naprawdę niska, to jeszcze tak mało go dostarczałam. Z czego miałam pozyskać witaminy i minerały? Dodam jeszcze, że w nosie miałam jakąkolwiek suplementacje. No bo po co? ;-) 


Mogłabym tutaj jeszcze wymienić chociażby dietę bogatą w cukier i żywność przetworzoną. Tak, to też miało swój udział. Jak wiecie cukier jest teraz dodawany do większości produktów spożywczych, często pod nieznajomymi dla nas nazwami, ale jednak to zawsze ten sam cukier! Nie dajcie się nabrać i sprawdzajcie naprawdę dokładnie co w trawie piszczy. 


Tak wygląda mój "rachunek sumienia" jeżeli chodzi o wpływ czynników zewnętrznych na jelita, myślę że nie bez powodu ostatnio działy się z nimi takie cyrki, miały prawo dać znać, że coś im się nie podobało! 

Mam nadzieję, że post okaże się przydatny, jeżeli ktoś z Was również boryka się takim problemem, warto już wcześniej zapobiegać, bo później będzie już tylko gorzej! 

Do następnego!
Patrycja :) 

14 komentarzy:

  1. Jestem Ci ogromnie wdzięczna za ten post! Czytając go, miałam w głowie mysl ze w całości tyczy sie także mnie. Ze wzdeciami itp. zmagam sie odkąd pamietam, a mam teraz 18 lat, zmieniłam dietę jakiś czas temu i nareszcie sobie uświadomiłam w czym błąd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę i mam nadzieję, że u Ciebie już lepiej :)

      Usuń
  2. Dość znajome.. Czekam na kolejne posty ;)
    Pozdrawiam gorącoo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, czekałam na to żeby się dowiedzieć o co chodzi bo też tak mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Post o tym co wykluczyłam pojawi się na dniach ;)

      Usuń
  4. Ja się jedzeniem syfu nabawiłam ibsa. No i stresem. No i pewnie jakąś chorobą typu grypa. Cholera wie, ale teraz mam masakrę, ciągle muszę uważać, na co jem i muszę często zmieniać posiłki, bo inaczej źle na nie reaguję. Witamy wśród grona osób, które przez błędy przeszłości mają kłopoty w teraźniejszości :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Przecież w ten sposób je większość ludzi myślących, że jedzą zdrowo. Można nie rezygnować z mięsa, jeść więcej warzyw czy ryb, ale gluten i nabiał zostaną. Mam wrażenie, że wszyscy teraz zwariowali. Moja babcia pracowała w mleczarni i nabiał był jej głównym składnikiem diety, nie mówiąc już o chlebie to tym bardziej był kiedyś podstawowy element każdego posiłku. Co niby mamy jeść? Białko w proszku? Ktoś za 20 lat zrobi badania i okaże się, że też rozwala jelita.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nabiał, który jadła Twoja babcia to zupełnie inny nabiał niż ten, który mamy dzisiaj w sklepie- przetworzony, wypłukany z bakterii i zwyczajnie szkodliwy. Ale nawet dokładnie te same produkty,np. warzywa mają o kilkadziesiąt procent mniej minerałów i witamin niż w latach 70. Z glutenem jest na odwrót. Jego go znacznie więcej w zbożach, bo rolnicy zaczęli podsypywać uprawy saletrą. A chleb jadło się kiedyś na zakwasie, który mocno redukuje gluten. Masz rację, że niektórzy już powariowali w tym fit świecie, ale mamy taką beznadziejną żywność w sklepach, że po prostu trzeba uważać na to co się je. Oczywiście bez przesady. Ja nie wyeliminowałam ze swojej diety ani glutenu ani nabiału w 100%, bo nie mam żadnych uczuleń (przynajmniej tak mi się wydaje, ale to może się ujawnić po latach, więc kto wie), ale mocno je ograniczyłam. A kiedyś potrafiłam jeść kilogram twarogu z biedry tygodniowo wymieszanego ze słodzikiem i myślałam, że odżywiam się zdrowo. Taa..

      Usuń
  6. Dziekuje za ten wpis. Sledze Cie na insta I czekam az napiszesz jak bardzo zmiana diety wplynela na Twoje problemy jelitowe I hormonalne. Sama jadlam bardzo podobnie,w dodatku biegalam I to tak,ze oczyszczajac glowe tracilam ja,bo czujac wymeczenie organizmu nakrecalam sie I chcialam wiecej. Jestem chora na "hashi" I nie wiedzialam za wiele I tej chorobie. W wakacje trafilam do lekarza,bylam w szpitalu na badaniach I wyniki hormonalne byly do dupy,hormony zenskie jak u kobiety w menopauzie.Nie mialan miesiaczki,zle sie czulam,kazdy pytak czy sie od odchudzalam,chociaz nie jestem chuda,ale moje wyniki wskazywaly duze niedobory.Bylo to dla mnie szokiem,bo od 2lat staralam sie "jesc zdrowo"ale podobnie jak Ty,ja takze ograniczylam mieso na rzecz nabialu,opychalam sie "jaglankami"a naprawde byly to marchew I jablko z lyzka platkow.. Teraz jestem na diecie od dietetyka,lekarza zmienilam bo uslyszalam,ze musze zapprzyjaznic sie do konca zycia z hormonami.Lecze sie ziolami u osoby,ktora sie tym zajmuje.Nie robie nic sama,nie sugeruje sie modami I tym co czytam.Staram sie analizowac,obserwuje swoje cialo,to jak sie czuje po danym posilku. To co bardzo wazne-nie biegam 3miesiac.bylo ciezko,bo kto mnie zna,ten wie,ze Ola biega I juz. Dlaczego wiem,ze dobrze robisz rezygnujac z silowni na jakis czas?to jest stres,to sa hormony. W moim przypadku dzieki temu I dzieki ziolom wrocila mi miesiaczka,juz druga,co jest dla mnie naprawde dziwne,biorac pod uwage ze od 11lat choruje na hashi,walcze z miesiaczkowaniem I jelitami. Z niecierpliwoscia czekam na dalsze wpisy.ojej ale sie rozpisalam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, przerwa od treningów bardzo dobrze wpłynęły na mnie i na moją gospodarkę hormonalną. Rozumiem jak to jest, kiedy musisz przestać robić coś, co robiłaś do tej pory systematycznie. Bardzo dziękuję za komentarz! Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Patrycja a jaka jest Twoja historia po krótce? Tabsy anty DRAMAT moja Ola brała i skończyło się bardzo surowo (do odkręcenia ale.....) poza tym sam miałem zajawke na IIFYM itd i w ogóle ignorancja. Śmiech na sali. Chcę poznać Twoją historię :) możesz mi na priv napisać, co się stało, żę teraz jest tak a nie inaczej? Ja tam Cię bardzo lubię, jesteś zajebista i zaglądam tu z miłą chęcia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Piszesz o napojach 0 kcal że miałaś po nich trudności w toalecie:D czy pamiętasz może w jakim okresie od ich odstawienia Ci to przeszło?

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej :) Bardzo ciekawy i pomocny dla mnie post. Sama zmagam się z zanikiem miesiączki i zaburzeniami hormonalnymi. Trafiłam na super lekarza i brałam przez jakiś czas anty. Wszystko było ok do czasu kiedy pojawiły się u mnie ogromne wzdęcia. Na 99 % to od tabletek, bo nigdy czegoś takiego nie miałam, nie w takim stopniu. Teraz odstawiłam tabletki i czekam aż brzuch powróci do faktycznego stanu choć nie ukrywam - jest to MEGA uciążliwe, bo czuję się dosłownie jak w ciąży, a jestem szczuplutką dziewczyną. Czy jest szansa żebyś napisała coś więcej na temat Twojej przygody z hormonami i tego w jaki sposób je uregulowałaś skoro jak rozumiem również odstawiłaś tabletki? Bardzo liczę na odpowiedź. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. W większości punktów chyba czytałam o sobie.... ;/

    OdpowiedzUsuń

Instagram @FIT_PATKA