niedziela, 26 lutego 2017

5 BZDUR W ŚWIECIE FITNESSU, W KTÓRE WIERZYŁAM



Cześć! 


Chyba większość z nas ma na sumieniu jakieś głupie błędy żywieniowe, nieudane próby odchudzania, głodówki, nocne napady na lodówkę czy właśnie przestrzeganie jakichś głupich zasad, które moim zdaniem nie mają racji bytu. Dzisiaj już coraz głośniej mówi się, że to mity, które należy dokładnie rozpatrzyć i przemyśleć, zanim weźmiemy się za realizację, ale kiedy ja zaczynałam (jak to brzmi, jakbym miała z kilkadziesiąt lat, haha) dbać o to co jem i jak wygląda moja sylwetka - wszędzie czytałam te pierdoły, a później wychodziły takie... zaburzenia odżywiania



Więc coby coraz mniej osób wierzyło we wszystko co przeczyta na forach, instagramach, fejsbookach itd. wymienię 5 rzeczy, których przestrzegałam, a które niekoniecznie miały sens. 


1. NIE JEMY PO GODZINIE 18:00

Nie wiem czy jeszcze jest ktoś taki, kto w to wierzy, ale musiałam to zamieścić jako numer jeden na mojej liście. Naprawdę wzięłam sobie to do serca. Choćbym nie wiem jaki głód odczuwała to nawet nie spróbowałabym ugryźć marchewki po tej godzinie. Kolacja punkt 17:00 i ani minuty dłużej. Pamiętam, jak już zaczęłam wychodzić z tego wszystkiego i stopniowo wydłużałam porę kolacji. Najpierw byłą 17:30 i to już był dla mnie szok! Później 18:00, 18:30 itd. Obecnie jem nawet o 23:00 jeżeli jest taka potrzeba, albo tak mi się dzień ułożył. Nie polecam jeść przed samym snem, bo to też nie jest zdrowe, w nocy macie skupiać się na regeneracji, a nie na trawieniu, ale myślę że te 2 godziny przed snem to tak optymalnie. Oczywiście zależy też, jaki to posiłek jest, inaczej będzie z typową kolacją, a inaczej np. z lekkim koktajlem po treningu. 








2. OD TŁUSZCZU BĘDZIESZ TŁUSTA 

Ah, te wszystkie niskotłuszczowe diety, produkty o obniżonej zawartości tłuszczu, płatki z chudym mlekiem, jogurt naturalny 0% tłuszczu... Wszyscy chyba kiedyś sięgnęliśmy po tego rodzaju produkty, co nie? Co z tego, że zero procent tłuszczu, jak z innym syfem, który został dodany, żeby to miało jakiś smak. Jak wiecie to tłuszcz jest nośnikiem smaku, więc automatycznie usuwając go z produktu, pogarszamy jego walory smakowe, więc trzeba czymś go zastąpić (niekoniecznie czymś lepszym). Tłuszcze są m.in. prekursorami hormonów kory nadnerczy i hormonów płciowych, są niezbędne żeby witaminy (A, D, E, K) się w nim rozpuszczały, dostarcza nam energii, wchodzą w skład błon komórkowych naszego organizmu... 
Chyba jednak są nam "do czegoś" potrzebne, co nie? Zastanówcie się 3 razy zanim obniżycie ich wartość do minimum! 







3. OWOCE JEMY DO POŁUDNIA 

Do tej pory bardzo często dostaję pytania odnośnie tego co sądzę o owocach w diecie. Czy jeść je rano, czy wieczorem, a może rano i wieczorem? W środku dnia? W ogóle? Może one tuczą i lepiej całkowicie je odstawić?! Dlaczego nie zastanawiamy się nad tym jak robimy robimy sobie tzw. "cheat meal" i wpiep*amy pizze czy całe pudełko lodów? Owoce to nie tylko cukier, ale też mnóstwo witamin i minerałów oraz błonnika, którego często brakuje ludziom, którzy opierają swoją dietę na przetworzonych produktach. 






4. JAK JUŻ WĘGLE, TO NA PEWNO NIE NA KOLACJĘ 

Na śniadanie owsianka na mleku z owocami, porządna dawka węgli, żeby... pójść spać :P. A poważnie to każdy jest inny, jednemu węglowodany będą odpowiadały na śniadanie, obiad i każdy posiłek, a innemu tylko np. na kolację, albo na 2 ostatnie posiłki, a jeszcze inny będzie jadł je tylko okołoteningowo. Ile ludzi, tyle sposobów rozkładu makroskładników w ciągu dnia. Osobiście jem tak, jak mam ochotę :). Czasami rano, czasami wieczorem. Nie mam sztywnej reguły, staram się nie narzucać sobie zasad, bo nie lubię jak coś mnie ogranicza. 




5. JEDZENIE CO 3 GODZINY I ANI MINUTY DŁUŻEJ! 

Ale mi to utrudniało życie! Nie tylko mi, moim bliskim również. Wszystko podporządkowywałam jedzeniu. Określone pory, o których musiałam zjeść. Z zegarkiem w ręku patrzyłam czy przypadkiem już nie jest pora jedzenia. Nie ważne czy byłam głodna, czy nie. Ważne, że wybiła godzina i trzeba zjeść. Jak miałam gdzieś wyjść z domu, a nie daj Boże zbliżała się godzina jedzenia... zostaję w domu! Przecież nie zdążę wrócić, żeby zjeść! Nie żyjemy, żeby jeść, ale jemy żeby żyć, więc naprawdę nie ma sensu tak bardzo spinać się nad tym wszystkim. Z doświadczenia wiem że im luźniej do tego podchodzimy, tym lepsze rezultaty to przynosi. Zarówno sylwetkowe, jak i zdrowotne :). 


Jestem ciekawa czy Wy też przestrzegaliście jakichś głupich zasad? :) 
Dajcie znać w komentarzach! :) 


Buziaki,
Patrycja :) 

5 komentarzy:

  1. Akurat z pierwszą zasadą nigdy nie miałam problemu, ale ostatnia przysporzyła mi i moim bliskim dużo zmartwień i niepotrzebnej frustracji. Na szczęście było i minęło 😂
    Fantastyczny post! 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurde, z tym ostatnim to ja nadal mam kłopot, ogólnie zaburzenia odżywiania nie są mi obce, niestety. Mam nadzieję, że z czasem mi to minie, bo zdrowa głowa to już taki sukces, tak myślę! :) Jesteś super motywacją, fajnie, że mówisz o takich sprawach, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh przestrzegałam tych wymienionych przez Ciebie zasad. Z perspektywy czasu widzi się jaki to człowiek był glupi ;) Ale z drugiej strony, po prostu nie byłam świadoma jaka jest prawda, a szukając informacji w internecie, trafiałam właśnie na takie "ciekawostki" :) No ale człowiek uczy się na błędach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Nie żyjemy, żeby jeść, ale jemy żeby żyć" - dokładnie! Ale nie ukrywam, jedzenie to troszkę moja pasja ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Ja też się przyznaję, że mam lekkiego fioła na punkcie jedzenia, ale uwielbiam je przygotowywać, wymyślać coś nowego, kombinować, poznawać nowe smaki :)

      Usuń

Instagram @FIT_PATKA